Zawsze z ciekawością przyglądam się nowym ramówkom TVN7 i (prawie) zawsze czuję pewien niedosyt. Nie wiem, czy wynika to z dobrych dziecięcych wspomnień związanych z RTL7 czy może z czystej sympatii dla tego kanału, ale moim zdaniem Siódemka ma potencjał do stania się silnym kanałem ze świeżą (!) ofertą serialowo-filmową i w mojej głowie właśnie tak się ona prezentuje. I choć trzeba przyznać, że w kwestii filmów jest coraz lepiej, a młodsza siostra TVN jest jedynym – nie licząc Stopklatki – kanałem w Naziemnej Telewizji Cyfrowej, który ma dość bogaty wybór światowych produkcji filmowych to i tak swoją mocną pozycję w cotygodniowych wynikach oglądalności buduje przede wszystkim dzięki popołudniowemu pasmu powtórkowemu. Stare odcinki sądów, szpitali, Julii, Magd i Majek przyciągają codziennie nawet do 700 tysięcy widzów, nie dając szans konkurencyjnemu Pulsowi czy TV4.
Siódemka moich marzeń w swojej ofercie prime-time posiada,
obok filmów, najnowsze hitowe seriale ze Stanów Zjednoczonych wyświetlane tak
prędko, że nie opłaca się ich ściągać z torrentów, nie wspominając o słabej
jakości nielegalnych plejerach. Przykład „The Walking Dead” i paru innych
pozycji pokazywanych na kanale FOX pokazuje, że MOŻNA. Obecnie w TVN7 można obejrzeć
o wiele więcej premierowych pozycji zza Oceanu niż jeszcze parę lat temu, kiedy
droga serialu wiodła najpierw przez godziny późnonocne w głównym TVN, żeby
dopiero za jakiś czas móc trafić na trochę lepszą porę do mniejszej stacji, ale
i tak nadal brakuje tam po prostu hitów, które mogłyby napędzać wieczorne
pasmo.
Ludzi, którzy pociągają za sznurki w polskiej telewizji
charakteryzuje… hm, i tutaj w sumie trudno jest mi to ubrać w jakieś ładne
słowa, bo czy wypada zwykłemu szaremu widzowi pisać o osobach, które od wielu
lat pracują w branży, że są oderwane od rzeczywistości? Zaryzykuję i tak
właśnie stwierdzę. Co kilka-kilkanaście tygodni w dyskusji pojawia się kolejna
wypowiedź kolejnego szefa tego czy tamtego kanału, który opowiada, że polski
widz kocha tylko polskie seriale, a opieranie się w ramówce na zagranicznych
produkcjach jest najprostszą drogą do katastrofy. Faktycznie, może jest w tym
trochę prawdy, jeżeli wyświetla się te seriale z kilkuletnim opóźnieniem czy
przerwami w emisji (do tej pory pamiętam, jak trzy tygodnie czekałem na nowy
odcinek „FlashForward” w TVP1, który i tak był puszczany grubo po 23:00, bo
przez kolejne tygodnie z ramówki wypychały go inne pozycje, w tym hitowy
reportaż Piotra Kraśki z Watykanu). Ludzie – chcąc nie chcąc – muszą uciekać do
Internetu, żeby być na bieżąco i mieć gwarancje, że po prostu zobaczą całą
serię do końca. TVP niezadowolona z wyników oglądalności „Homeland”
poinformowała, że nowej serii serialu po prostu nie kupi. TVN przerywa emisje
seriali, które rozpoczynają się zimą lub w wakacje, bo jesienne i wiosenne
ramówki wypełnione są polskimi telenowelami oraz programami o gotowaniu i
sprzątaniu. Szefowie tychże stacji twierdzą, że tylko to się w Polsce ogląda,
tymczasem przykład „Skazanego na śmierć” (7 milionów widzów w Polsce) czy
„Lost: Zagubieni” (6 milionów) pokazuje, że jednak można z sukcesem i
odpowiednią promocją pokazać coś niepolskiego w prime-time i wyjść przy tym na
plus.
[WPIS TESTOWY WPIS TESTOWY URUCHOMIENIE BLOGA WKRÓTCE]
Z ciekawości sprawdziłem Facebooka i oto wyniki: zaledwie troje z moich około 250 znajomych polubiło profil „Na Wspólnej”. Amerykańskiego „Dextera” lubią 24 osoby. Tyle samo polubiło kultowych „Przyjaciół”. „Gotowe na wszystko” mają 16 fanów, czyli o jednego więcej niż brytyjski serial „Skins”. A najpopularniejszy polski serial – według wyników oglądalności – „M jak miłość” lajknęło czworo znajomych.
Co na to media? Oto najnowszy komentarz członka zarządu TVN,
przytoczony przez WirtualneMedia w kontekście ewentualnego wejścia na polski
rynek platformy Netflix:
Nad Wisłą najważniejsze są lokalne produkcje i tylko nimi można skutecznie konkurować o polską widownię - uważa Maciej Maciejowski, członek zarządu TVN, nadzorujący m.in. Player.pl. - Kochamy też „tradycyjną” telewizję. Każda inna, ograniczona tylko do filmów i seriali (zwłaszcza zagranicznych) oferta jest skierowana do dosyć wąskiego grona. (…) Widzowie dokonują racjonalnych, opartych o ofertę programową i cenę wyborów. - podkreśla Maciejowski.
Uśmiechnąłem się lekko.
W sumie, to miał być tylko krótki wstęp do głównego tematu powiązanego ze stacją TVN7, więc może wrócę do pierwotnego zamysłu tego wpisu, bo jak tak dalej pójdzie to będę musiał zmienić całą koncepcję. O serialach zagranicznych w kontekście wyników oglądalności napisałem całą swoją pracę dyplomową, z której jestem bardzo zadowolony ;), więc może jeszcze kiedyś poruszę ten temat, ale teraz pora poruszyć kwestię z tematu tego wpisu, bo jeszcze ani razu nie wspomniałem o „Rozkochanym popołudniu” czyli paśmie intensywnie promowanych seriali, które miały być hitem jesiennej ramówki TVN7, a wyleciały z niej tak szybko, że wielu widzów mogło nawet nie zdążyć się zauroczyć nową pozycją programową, o rozkochaniu się w niej nie wspominając.
„Rozkochane popołudnie” było pasmem wyświetlanym w dni powszednie od 16:55 do 20:00, które rozpoczynało się od powtórek (a jakże!) tefauenowskiej „Brzyduli”, a następnie dwoma premierowymi seriami: o 18:00 młodzieżowy hit Disney Channel „Violetta”, a o 19:00 amerykańska telenowela „Niewinna intryga” z tego roku. W ogóle nie znam się na tym segmencie telewizji, ale fani telenowel, których – jak się okazało po przeszukaniu for internetowych – jest nad Wisłą całkiem sporo, byli zadowoleni z tego wyboru. Pasmo było intensywnie reklamowane, nie tylko w telewizji, ale również na przystankach i na billboardach. Największym hitem Siódemki miała być właśnie „Violetta” i to na niej najbardziej się skupiono przy promocji. Serial ten jest bardzo popularny wśród starszych i młodszych dziewczynek i miesiąc temu miał premierę w otwartej telewizji. Violetta jednak poległa jako pierwsza. Po niecałym miesiącu, ku niezadowoleniu fanek, serial przeniesiono na godzinę 7:15 (rano, oczywiście), a Facebooka Siódemki zalały głosy zrozpaczonych dziewczynek, które codziennie rano musiały gryźć się z myślami „obejrzeć odcinek do końca czy nie spóźnić się do szkoły”? Ostatecznie „Violetta” wylądowała w porannym paśmie weekendowym. Na 18:00 przeniesiono telenowelę z godziny 19., a w porze „Faktów” zaczęto pokazywać przedostatni sezon „Dr. House’a” (wcześniej pokazany już przez TVP2). Rozkochane popołudnie skurczyło się o jedną trzecią.
W sumie, to miał być tylko krótki wstęp do głównego tematu powiązanego ze stacją TVN7, więc może wrócę do pierwotnego zamysłu tego wpisu, bo jak tak dalej pójdzie to będę musiał zmienić całą koncepcję. O serialach zagranicznych w kontekście wyników oglądalności napisałem całą swoją pracę dyplomową, z której jestem bardzo zadowolony ;), więc może jeszcze kiedyś poruszę ten temat, ale teraz pora poruszyć kwestię z tematu tego wpisu, bo jeszcze ani razu nie wspomniałem o „Rozkochanym popołudniu” czyli paśmie intensywnie promowanych seriali, które miały być hitem jesiennej ramówki TVN7, a wyleciały z niej tak szybko, że wielu widzów mogło nawet nie zdążyć się zauroczyć nową pozycją programową, o rozkochaniu się w niej nie wspominając.
„Rozkochane popołudnie” było pasmem wyświetlanym w dni powszednie od 16:55 do 20:00, które rozpoczynało się od powtórek (a jakże!) tefauenowskiej „Brzyduli”, a następnie dwoma premierowymi seriami: o 18:00 młodzieżowy hit Disney Channel „Violetta”, a o 19:00 amerykańska telenowela „Niewinna intryga” z tego roku. W ogóle nie znam się na tym segmencie telewizji, ale fani telenowel, których – jak się okazało po przeszukaniu for internetowych – jest nad Wisłą całkiem sporo, byli zadowoleni z tego wyboru. Pasmo było intensywnie reklamowane, nie tylko w telewizji, ale również na przystankach i na billboardach. Największym hitem Siódemki miała być właśnie „Violetta” i to na niej najbardziej się skupiono przy promocji. Serial ten jest bardzo popularny wśród starszych i młodszych dziewczynek i miesiąc temu miał premierę w otwartej telewizji. Violetta jednak poległa jako pierwsza. Po niecałym miesiącu, ku niezadowoleniu fanek, serial przeniesiono na godzinę 7:15 (rano, oczywiście), a Facebooka Siódemki zalały głosy zrozpaczonych dziewczynek, które codziennie rano musiały gryźć się z myślami „obejrzeć odcinek do końca czy nie spóźnić się do szkoły”? Ostatecznie „Violetta” wylądowała w porannym paśmie weekendowym. Na 18:00 przeniesiono telenowelę z godziny 19., a w porze „Faktów” zaczęto pokazywać przedostatni sezon „Dr. House’a” (wcześniej pokazany już przez TVP2). Rozkochane popołudnie skurczyło się o jedną trzecią.
„Niewinna intryga” jednak też nie zagrzała miejsca w popołudniowej
ramówce i już dwa tygodnie później przeniesiono ją na 10:15 (tym razem ku
rozpaczy pracujących fanek). Emisja „Brzyduli” naturalnie dobiegła końca pod
koniec września i w ten sposób pożegnano się ze wszystkimi pozycjami
reklamowanymi jako „Rozkochane popołudnie”. O 18:00 zaczęto pokazywać nowy w
TVN7 serial „Castle”, a „Brzydulę” zastąpiła inna powtórka z TVN – „Julia”,
która była i tak już nie raz pokazywana w Siódemce, jak mi się wydaje.
Nadawca, ani żaden serwis internetowy, oficjalnie nawet nie skomentowali tych roszad w ramówce, trudno też znaleźć dane telemetryczne, chociaż na jednym z for telenowel udało mi się wygrzebać informacje, że udziały TVN7 pomiędzy 18:00 a 20:00 wynosiły około jednego procenta (dla porównania, średnie udziały tygodniowe stacji wynoszą prawie 4 proc.). Na początku października (czyli w ostatnim tygodniu emisji telenoweli „Niewinna intryga” o 18:00 i już po zmianie na „Dr House” o 19:00) TVN7 przegrywał walkę o widza z TV4, które do ramówki wprowadziło swoje własne paradokumenty. Między 18:00 a 19:00 TV4 oglądało średnio około 215 tys. widzów (1,9% udziału, a w grupie komercyjnej ciut więcej), tymczasem Siódemkę oglądało wtedy niecałe 130 tys. widzów (1,2% udziału w całej populacji i – co ciekawe – w grupie komercyjnej jeszcze mniej, bo około 0,9%) i przegrała ona również z Pulsem (ponad 150 tys. widzów). O 19:00 te dysproporcje były jeszcze większe i nie pomógł tutaj nawet serialowej sławy lekarz. House’a oglądało na początku października 152 tys. ludzi (1,09 proc. udziału, a w grupie komercyjnej 1,57 proc.) i nie miał szans on nie tylko z paradokumentem na TV4 (ponad pół miliona widzów i udziały odpowiednio 3,63/4,55%), ale również z „Pingwinami z Madagaskaru” na Pulsie (443 tys. widzów). Wszystkie dane przygotował Nielsen dla WirtualnychMediów.
Nadawca, ani żaden serwis internetowy, oficjalnie nawet nie skomentowali tych roszad w ramówce, trudno też znaleźć dane telemetryczne, chociaż na jednym z for telenowel udało mi się wygrzebać informacje, że udziały TVN7 pomiędzy 18:00 a 20:00 wynosiły około jednego procenta (dla porównania, średnie udziały tygodniowe stacji wynoszą prawie 4 proc.). Na początku października (czyli w ostatnim tygodniu emisji telenoweli „Niewinna intryga” o 18:00 i już po zmianie na „Dr House” o 19:00) TVN7 przegrywał walkę o widza z TV4, które do ramówki wprowadziło swoje własne paradokumenty. Między 18:00 a 19:00 TV4 oglądało średnio około 215 tys. widzów (1,9% udziału, a w grupie komercyjnej ciut więcej), tymczasem Siódemkę oglądało wtedy niecałe 130 tys. widzów (1,2% udziału w całej populacji i – co ciekawe – w grupie komercyjnej jeszcze mniej, bo około 0,9%) i przegrała ona również z Pulsem (ponad 150 tys. widzów). O 19:00 te dysproporcje były jeszcze większe i nie pomógł tutaj nawet serialowej sławy lekarz. House’a oglądało na początku października 152 tys. ludzi (1,09 proc. udziału, a w grupie komercyjnej 1,57 proc.) i nie miał szans on nie tylko z paradokumentem na TV4 (ponad pół miliona widzów i udziały odpowiednio 3,63/4,55%), ale również z „Pingwinami z Madagaskaru” na Pulsie (443 tys. widzów). Wszystkie dane przygotował Nielsen dla WirtualnychMediów.
Mimo niegustowania w tego typu rozkochanej rozwyce, zawsze
jestem zwolennikiem pokazywania nowości i trzymałem kciuki na nowe pasmo w
Siódemce. Cały czas mam nadzieję, że TVN7 stanie się kiedyś kanałem, który nie
będzie kojarzył się z Sędzią Anną Marią Wesołowską i Magdą M. wałkowanymi w
kółko. Plus jest taki, ze chociaż o 18:00 Siódemka jesienią pokazuje premierową
w otwartej telewizji pozycję. To nie pierwszy raz, kiedy z TVN7 szybko wylatuje
jakaś nowość.
Pozostałymi nowościami w jesiennej ramówce nadawcy są głośne
filmy dokumentalne, które – jak dotąd – trzymają się w ramówce i kilka dość
świeżych seriali emitowanych w dni powszednie po filmie – „Wybrana” z 2014
roku, „Mroczne zagadki Las Vegas” z 2012 czy „Czarna lista” również tegoroczna.
Największe emocje i komentarze w sieci wzbudziła i tak powtórkowa emisja
„Skazanego na śmierć” z Wentworhem Millerem w roli głównej. Wcześniej kultowy
serial wyświetlał Polsat. W TVN7 pokazywany jest on we wtorkowe wieczory po
filmie, co oznacza, że nie ma stałej pory emisji. Najbliższy odcinek będzie
pokazany po północy (4 godziny trwa emisja drugiej części „Ojca Chrzestnego”),
chociaż wcześniej pokazywany był nawet o 22:15. Fajnie? Fajnie.
W ankiecie na stronie TVN7, w której zadano pytanie „Jakie pozycje lubisz najbardziej oglądać w TVN7” aż 53 proc. głosujących wskazało seriale zagraniczne. Kolejne miejsca zajęły filmy (23 proc.), seriale polskie (18 proc.) i dokumenty (6 proc.).
Chyba faktycznie internauci są już tak daleko od współczesnej tradycyjnej telewizji, że powrót jest mało możliwy.
W ankiecie na stronie TVN7, w której zadano pytanie „Jakie pozycje lubisz najbardziej oglądać w TVN7” aż 53 proc. głosujących wskazało seriale zagraniczne. Kolejne miejsca zajęły filmy (23 proc.), seriale polskie (18 proc.) i dokumenty (6 proc.).
Chyba faktycznie internauci są już tak daleko od współczesnej tradycyjnej telewizji, że powrót jest mało możliwy.
Co jakiś czas można spotkac prośby widzów o emisje kolejnych odcinków takich seriali jak „Chuck”, „Supernatural” czy „Pamiętniki wampirów”. Siódemka jednak jest już parę lat do tyłu z nimi.
Ale faktycznie, polska telewizja chyba tak rozleniwiła przeciętnego widza, że wszyscy Ci, którzy chcą być na bieżąco uciekli do Internetu i to na stałe. Nie widzę możliwości szybkich zmian, skoro nawet w usłudze VOD nc+ - Seriale+, seriale pokazują się z kilkutygodniowym opóźnieniem względem USA, a ja nadal czekam na pierwszy odcinek 12. sezonu „NCIS” , bo mój dekoder jakoś go nie widzi i nie chce ściągnąć, mimo że widzowie w Stanach obejrzeli już ze 4 odcinki.


0 komentarze:
Prześlij komentarz